Biblioteka

Godziny pracy biblioteki

Poniedziałek -14:15 - 18:00
Wtorek - 14:15 - 18:00
Środa - 14:15 - 18:00
Czwartek - 14:15 - 18:00
Piątek - Nieczynna

1 czerwca: Dzień Dziecka

 

W związku z dzisiejszym świętem ściągnęłam z Wikipedii krótką listę cudownych dzieci w dziedzinie muzyki:

 

Fryderyk Chopin (1810–1849) pierwsze koncerty grał w wieku 7 lat.

Wolfgang Amadeus Mozart (1756–1791) napisał pierwszą symfonię w wieku 8 lat.

Georg Philipp Telemann (1681-1767) pierwszą operę napisał w wieku 12 lat.

Stevie Wonder (1950-) pierwszy album muzyczny nagrał w wieku 11 lat.

Alma Deutscher (2005-) w wieku 9 lat skomponowała koncert skrzypcowy, a rok wcześniej zaczęła komponować swoją operę.

Hm, no nie wiem, czy ta cudowność dawała im szczęście. Czasem mogło być trudno. Na przykład Mozart, gdy objawiły się jego zdolności, zaczął właściwie ciężko pracować, dając koncerty jako małe dziecko. Niektórzy biografowie [ci, którzy pisali o jego życiu] uważają, że nadmierne obciążenie tego rzeczywiście genialnego dziecka przyczyniło się do jego słabego zdrowia…

Telemann z kolei grał jako dziecko na kilku instrumentach, a gdy napisał swoją operę będąc dwunastoletnim chłopcem, musiał dowiedzieć się, że jego rodzina nie jest wcale tym zachwycona i właściwie sprzeciwia się temu, by zajmował się muzyką poważnie. Kazano mu studiować prawo… a on zawsze znajdował czas, by studiować dzieła muzycznych mistrzów oraz samemu komponować i muzykować. Był cudownym uparciuchem i postawił na swoim. Studia skończył, ale świat nie zna traktatów prawniczych Telemanna tylko jego piękne utwory muzyczne [wśród nich również te inspirowane muzyką polską, ale to już inna historia].

Inaczej zupełnie wyglądała sytuacja Steviego Wondera, miał kochającą mamę, która wspierała go bardzo w jego muzycznych zainteresowaniach i to z nią razem napisał swoją pierwszą kompozycję, „I Was Made it Love Her”. Stevie i jego mama byli wspólnie nominowani do Grammy Awards za utwór „Signed, Sealed, Delivered” w 1970 roku, kiedy Stevie był już dorosly.

Mały Fryderyk Chopin nie był dzieckiem przeciążanym pracą i nauką, jego dzieciństwo to szczęśliwy okres, a występy nie były dla małego Frycka niemiłe, lubił występować.

 

Alma Deutscher… może spotkaliście już Almę? Ma 15 lat, komponuje, koncertuje, można wyszukać bez trudu jej występy na YouTube. Zaczynała od skrzypiec w wieku lat trzech. Jest naprawdę cudowna i wygląda na szczęśliwą. No pewnie – robi to, co kocha!

Z okazji Dnia Dziecka życzę wam cudownych chwil każdego dnia!

Wasza Bibliotekarka

 

Czytanka 4:  Opus

Opus. Słowo przejęte z łaciny. Zapewne wiecie już, że numer poprzedzony skrótem „op.” Pojawia się przy tytule utworu, np. Fryderyk Chopin, Polonez As-dur op. 53; albo: Antonio Vivaldi, Koncert G-dur op.7 nr 2 – tutaj oprócz numeru opusu podany jest numer koncertu. To znaczy, że na opus składa się kilka koncertów. Jedno opus może obejmować cały zbiór czy cykl utworów, tak jak opus 10 i 25 Chopina, każde zawiera 12 etiud i nosi taki tytuł: 12 Etiud a różni się właśnie numerem opusu; Etiuda nr 12 z opusu 10 to zupełnie inna etiuda niż Etiuda 12 z opusu 25. Dlatego te „numerki” są bardzo ważne.

Numerację taką wprowadzili wydawcy dzieł muzycznych, jest to więc ważny obszar działalności wydawniczej, o której Wam pisałam w czytance „Polskie Wydawnictwo Muzyczne”.

Słowo  o p u s  pochodzi z łaciny i znaczy po prostu: dzieło. Tym dziełem może być jeden utwór lub kilka utworów. Numeracja oddaje kolejność wydań – kolejne dzieło ukazuje się drukiem, jest  p u b l i k o w a n e  pod kolejnym numerem, oczywiście numeracja dotyczy jednego autora – kompozytora. Pierwsze opublikowane dzieło oznacza się jako opus 1, następne – opus 2 i tak dalej. Praktyka ta, przyjęta w czasach Beethovena, ułatwia orientację w dorobku kompozytorskim artysty. Czasy Beethovena.. przypomnij lub sprawdź, kiedy to było. Dodam, że zdarzało się takie numerowanie przez wydawców wcześniej, ale nie było powszechne.

Natomiast dzieła innego wielkiego kompozytora Jana Sebastiana Bacha, żyjącego sto lat wcześniej niż Beethoven, zostały ponumerowane dopiero w dwudziestym wieku według innej zasady i bez użycia słowa opus. O tym opowiem innym razem.

Opus – mam nadzieję, że nie jest to dla Was słowo tajemnicze, że potraficie go użyć, wiedząc, co znaczy i o czym nas informuje. Jeszcze tylko na koniec, na wszelki wypadek, prawidłowa odmiana tego łacińskiego słówka w języku polskim: jest to rzeczownik rodzaju nijakiego, a odmienia się go tak:

Co? – opus; liczba mnoga : opusy [mianownik i równy mu biernik]

Czego? – opusu; liczba mnoga : opusów

Czemu? – opusowi; liczba mnoga : opusom

Czym? – opusem; liczba mnoga : opusami

W czym? – w opusie; liczba mnoga : w opusach

 

Miłego odmieniania!

Pozdrawiam – Wasza Bibliotekarka

Pan Twardowski – kompozytor

To nazwisko chyba łatwo zapamiętać. Kojarzy się z bohaterem baśni czy raczej legendy o czarnoksiężniku z Krakowa, nadwornym czarnoksiężniku króla Zygmunta Augusta. Ale nam chodzi tutaj o postać pozytywną i sympatyczną, która może zaczarować, oczarować nas muzyką. Mowa o Romualdzie Twardowskim, wybitnym kompozytorze, którego utwory dla dzieci i młodzieży można znaleźć w naszej szkolnej bibliotece – są to:

Tęczowe nutki: na fortepian

Wesołe nutki: na skrzypce i fortepian

W ZOO: na skrzypce [współautor: Antoni Cofalik]

Mały wirtuoz: łatwe utwory na fortepian

Kolorowe nutki: łatwe utwory na skrzypce i fortepian

Zagrajmy razem: duety skrzypcowe

Twórczość  Jego to jednak głównie utwory poważne, trudne wykonawczo, przeznaczone do sal filharmonii oraz na scenę opery i baletu.

Zajrzyjmy do Wikipedii, a  znajdziemy tam rejestr dzieł tego kompozytora: Sonaty, pieśni, symfonie, koncerty, balet, nokturny, kołysanki… Na orkiestrę, na zespół, na głos, na chór – bardzo dużo właśnie dla chórów. Na różne instrumenty – sprawdźcie sami:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Romuald_Twardowski

Za niecały miesiąc kompozytor kończy 90 lat. Dla takich młodych ludzi jak Wy to pewnie prawie niewyobrażalne J To właśnie dlatego stworzył w ciągu swego życia tak wiele dzieł. Oczywiście, nie wystarczy długo żyć, trzeba jeszcze talentu i wiele pracy. I tego właśnie, talentu i wytrwałej pracy, bardzo Wam życzę. A Panu Twardowskiemu z okazji 90 urodzin życzmy długich jeszcze lat życia w zdrowiu i wielu jeszcze zrealizowanych muzycznych pomysłów!

Pozdrawiam

Wasza Bibliotekarka

 

Dziś parę słów o Polskim Wydawnictwie Muzycznym. Nie można i nie wypada [cóż za staroświeckie określenie!J] uczyć się w szkole muzycznej i nie wiedzieć nic na ten temat.

Najpierw wyjaśnienie dla najmłodszych – wydawnictwo: co to takiego właściwie? Tam właśnie wydaje się książki, stąd nazwa. Ale nie o to chodzi, że się je drukuje – to się robi na koniec, jak już wszystkie prace wydawnicze są wykonane i książka zostaje skierowana do druku. Drukuje się oczywiście w drukarni, która zwykle znajduje się zupełnie gdzie indziej i tam odbywa się to, co łatwiej sobie można wyobrazić, bo sami coś często przecież drukujemy na drukarkach komputerowych, prawda? W takim razie co to są te tajemnicze „prace wydawnicze”, które odbywają się wcześniej? To, oczywiście, prace redakcyjne, czyli redagowanie tego tekstu, który ma być wydany. Wszystko jedno, czy to proza, poezja, przewodnik turystyczny, baśnie, książka kucharska czy… nuty. Właśnie wydawaniem nut, utworów muzycznych zajmuje się Polskie Wydawnictwo Muzyczne.

Redagowanie to bardzo odpowiedzialna praca, ponieważ dokonuje się wtedy pewnych zmian w tekście, poprawek – ale jak tu poprawiać autora, który jest wykształconym kompozytorem i trudno uwierzyć, żeby coś źle napisał? Chodzi raczej o to, żeby zadecydować o układzie nut na stronie, żeby dobrze się je odczytywało w trakcie grania, ogarniając jednym spojrzeniem dużą część tekstu nutowego, żeby przewracanie stron wypadało w miejscach, gdzie możliwa jest sekunda przerwy.

A teraz pomyślcie tylko, jak trudnym zadaniem jest redagowanie tekstów starych, skomponowanych przez dawnych mistrzów. Wiemy, że to dzieła doskonałe, mistrzowskie, ale ich autorzy nie żyją a my dysponujemy różnymi wydaniami dzieł, w których poprzedni redaktorzy, też już dziś nieżyjący, poczynili pewne zmiany… To doprawdy przypomina pracę detektywa. Oczyścić utwór z późniejszych naleciałości i nie najlepszych pomysłów… A może jest oryginał, rękopis? Czasem rzeczywiście jest. Czasem jest rękopis, ale nie wiadomo czy oryginał, czy ktoś to przepisał – a czy wiernie? Trzeba wielkiej wiedzy muzycznej i historycznej, żeby zadecydować, co będzie najlepszą wersją..

W Polskim Wydawnictwie Muzycznym w latach sześćdziesiątych zaczęto z większym szacunkiem podchodzić do oryginalnych dzieł ubiegłych epok. Bardzo modne dotychczas opracowania i przekształcenia dawnych utworów „poprawiające” niegdysiejszych mistrzów zaczęły razić swoją nieautentycznością. Odczuto potrzebę powrotu do oryginalnych wersji muzyki, niepodrabianej przez późniejszych interpretatorów.

Do tego nowego nurtu szczególną wagę przykładał Mieczysław Tomaszewski, muzykolog i teoretyk muzyki, profesor Akademii Muzycznej w Krakowie [zmarły w ubiegłym roku w wieku lat 98]. W roku 1952 związał się z Polskim Wydawnictwem Muzycznym, gdzie przez 34 lata pełnił obowiązki redaktora naczelnego (1954-88) piastując jednocześnie funkcję zastępcy dyrektora (1954-65) i dyrektora (1965-88). Był inicjatorem największych przedsięwzięć edytorskich [czyli wydawniczych]PWM m.in. Encyklopedii muzycznej PWM, serii "Muzyka Viva" i "Biblioteki Małych Partytur".

Teraz jeszcze coś o samym druku. W 1948 roku, gdy powołano do istnienia PWM, trzeba było wydać utwory z całej historii muzyki polskiej i należało również uczynić to szybko. Były to lata powojenne [chodzi o II wojnę światową] i Polska potrzebowała przywrócenia swojej kultury i sztuki.

W tamtym czasie - bez komputerów i zaawansowanych programów do edycji nut, wciąż jeszcze wielu światowych wydawców zatrudniało kopistów, którzy ręcznie przepisywali nuty. Zaś technika druku muzycznego była bardzo prymitywna i żmudna. Przygotowanie pojedynczej partytury zabierało bardzo dużo czasu, dominowała niezwykle pracochłonna technika.

Tadeusz Ochlewski [pierwszy dyrektor PWM, w 1945 roku, gdy skończyła się wojna, Minister Kultury i Sztuki powierzył mu zadanie utworzenia Polskiego Wydawnictwa Muzycznego postanowił udoskonalić metody wydawnicze, zaproponował inżynierom z AGH (krakowskiej wyższej uczelni technicznej) opracowanie nowej, praktycznej metody druku nut. Znakomitym pomysłem okazała się maszyna zaprojektowana przez Kazimierza Urbańca – wykorzystująca obracane, metalowe pierścienie, na których znajdowały się czcionki z nutami oraz znakami muzycznymi odbijanymi na kalce. Już w roku 1948 założono w PWM Pracownię Matryc Nutowych wykonywanych na kalce technicznej, kierowaną przez pana Urbańca. Część pracy wykonywano przy użyciu nowej maszyny, ale bardziej szczegółowe detale notacji muzycznej musiano nadal wykańczać ręcznie. Jednak metoda ta przyspieszała w znaczny sposób czas pracy nad partyturą oraz dawała bardzo atrakcyjny efekt graficzny. Zalety te docenili zagraniczni wydawcy: jedni chcieli kupić owe maszyny do druku muzycznego, inni zaczęli przysyłać materiały nutowe do opracowania tą techniką.

Polskie Wydawnictwo Muzyczne znajduje się w Krakowie, przy alei Krasińskiego 11a. Wydaje materiały nutowe polskiej muzyki dawnej i współczesnej, książki, audiobooki, publikacje pedagogiczne. W roku 1979 ukazał się pierwszy, a w 2012 ostatni z dwunastu tomów Encyklopedii muzycznej.

W Warszawie mieści się Dział Zbiorów Nutowych Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, która przechowuje i udostępnia orkiestrom i filharmoniom na całym świecie partytury i materiały wykonawcze.

To tyle na dziś, a kto ciekawy, może śledzić zasygnalizowany temat w Internecie. Ja korzystałam ze strony  PWM, z kilku stron  Wikipedii,  strony polskamuza.eu oraz paru innych.

Pozdrawiam

Wasza Bibliotekarka

Pani Stanisława Raube.

 

Chyba każdy z Was choć raz usłyszał to nazwisko, a następnie musiał je powtórzyć, prosząc o nuty w naszej szkolnej bibliotece. Jeśli nie jesteś uczniem fortepianu [bo to nuty na fortepian], to i tak musiałaś-musiałeś zetknąć się z Panią Raube ne lekcjach fortepianu dodatkowego/obowiązkowego. Dwa zbiory "Etiud dla dzieci" i dwa "Sonatin". Chyba nikt bez tego nie przeżyje szkoły muzycznej :)

To nie jest tak, że te utwory napisała Pani Raube. Ona je wybrała. Jak je wybierała? Tak, żeby nie były za trudne dla takich młodych ludzi jak Ty, uczących się w szkołach muzycznych pierwszego stopnia - takich, jak nasza. Żeby możliwe było tak dobre opanowanie techniczne utworu... ojej, nauczenie się go dobrze - tak, żeby już nie myśleć o palcach i nutach, tylko "poczuć" utwór i poczuć przyjemność grania! Żeby poznać różnych kompozytorów. Żeby ćwiczyć i słuch, i pamięć muzyczną, i palce, i własną wrażliwość i wyobraźnię. Żeby nie było w tych utworach trudności ponad siły, ale żeby możliwe było osiągnięcie takich rezultatów, które dadzą Wam satysfakcję. Żebyście wkraczali w krainę muzyki dobrze wytyczoną ścieżką.

Pani Stanisława Raube sama była nauczycielką muzyki.

Nazwisko może Wam się wydać trochę obco brzmiące, ale Pani Stanisława była Polką. Urodziła się prawie 120 lat temu, dokładnie w 1902 roku... nie, nie w Polsce. Wtedy nie istniało państwo polskie - kto się już uczy historii, wie dlaczego. Rodzina Raube mieszkała w głębi Rosji, w mieście Orenburg, gdzie zesłano dziadka Stanisławy za udział w powstaniu. Żyło tam więcej Polaków.

Stanisława ukończyła szkołę muzyczną w Orenburgu i została nauczycielką śpiewu i rysunków w szkołach polskich... Gdy odradza się czyli powstaje na nowo państwo polskie, rodzina Raube wraca do ojczyzny. Stanisława studiuje w Państwowym Konserwatorium Muzycznym w Warszawie - to wyższa szkoła muzyczna, taka jak akademia muzyczna. Studiuje teorię muzyki i pedagogikę fortepianową. Przepraszam za trudniejsze słowa, czasem się nie da inaczej :)

Po ukończeniu studiów sama zaczyna uczyć studentów w Konserwatorium, jest też nauczycielką fortepianu w Niższej Szkole Muzycznej. A potem wybucha II wojna światowa i Stanisława Raube nadal pracuje w szkole muzycznej, która nosi niemiecką nazwę, ale Niemcy nie wiedzą, że tak naprawdę jest to szkoła wyższa, czyli konserwatorium. Tajne konserwatorium! To było dla Niej ważne, najważniejsze: kształcić młodych, nie pozwolić na zamieranie kultury muzycznej, dbać o młode talenty wbrew wojnie i okupacji.

Wojna skończyła się, jak pewnie wiecie, w 1945 roku. Pianistka nauczycielka Stanisława Raube pracuje nadal w Warszawie, w Średniej Szkole Muzycznej nr 1. No, może się Wam to wydaje trochę nudne: studiuje, pracuje, pracuje i jeszcze pracuje... Ale to wtedy właśnie, pracując z uczniami, pochylając się nad klawiaturą i nad nutami, pisze, układa, wybiera dla nas - dla Was, żyjących dzisiaj, utwory, które pomagają kształcić Wasze palce, Wasze ręce, Waszą wrażliwość i Wasze umiejętności. A nad jej pochyloną głową huczał dwudziesty wiek: dwie wielkie wojny, rewolucja w Rosji, gdzie spędziła dzieciństwo... ale tego człowiek nie wybiera, prawda? A z tego co mogła wybierać, wybrała właśnie muzykę.

Zostawiła po sobie uczniów dobrze wykształconych, niektórych wybitnych... No i zostały te staranie zredagowane, przemyślane podręczniki - zbiory etiud i sonatin oraz inne zbiory utworów, wszystkie mamy w naszej bibliotece. Zasługą Pani Stanisławy jest również to, że wprowadziła utwory kompozytorów współczesnych do zestawu utworów szkolnych.

Jeśli ktoś zechce, w Internetowym Polskim Słowniku Biograficznym, z którego korzystałam, może wpisać: Raube Stanisława i wtedy dowie się więcej.

Pamiętajmy Panią Raube - nauczycielkę fortepianu i redaktorkę naszych nutowych podręczników.w

Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy doczytali do końca... bo jak ktoś nie doczytał, to tych pozdrowień i tak nie przeczyta :)

Wasza Bibliotekarka

Biuletyn Informacji Publicznej © 2020  |  Państwowa Szkoła Muzyczna I st.
98-200 Sieradz, ul. Jana Pawła II 48
+48 43 827 17 97,  sekretariat@psmsieradz.pl
Projekt i realizacja MYKK